Pałac w Wilanowie to także gniazdo rodzinne

Autor: Adam Rybiński

Polska opinia publiczna została poruszona wieloma artykułami oraz audycjami radiowymi i telewizyjnymi dotyczącymi przyszłości zbiorów wilanowskich. Znamienne są tytuły niektórych artykułów mających zatrwożyć i oburzyć opinię publiczną m.in.: „Z wekslem na Wilanów. Czyje jest dziedzictwo Sobieskiego?”1, „Wilanów huczy z oburzenia... Spadkobierczyni chodzi jak po swoim..."2, „Apetyt na Wilanów"3.

Oczywistym jest, iż kwestia przyszłości zbiorów wilanowskich specjalnie musiała poruszyć tamtejszych muzealników. Dali temu wyraz w wymienionych wyżej publikacjach, a także w drukowanym na łamach „Rzeczpospolitej” wystąpieniu podpisanym: „pracownicy naukowi Muzeum w Wilanowie"4. Myślę, że może być interesujący też punkt widzenia i argumenty wysuwane przez drugą stronę tzn. spadkobierców właścicieli Wilanowa.

Jestem najstarszym wnukiem Adama Branickiego, ostatniego właściciela pałacu i zbiorów wilanowskich i jednym z licznych jego spadkobierców. W miłości do rodzinnego i niedostępnego dla nas przez tyle lat Wilanowa, wychowywała mnie moja babcia Maria Beata Branicka. Jestem też doktorem nauk historycznych w zakresie etnografii i od wielu lat pracownikiem naukowo-dydaktycznym Uniwersytetu Warszawskiego, współpracuję również z wieloma muzeami w Polsce i we Francji.

Rozumiem emocje muzealników, zwłaszcza wilanowskich i zdając sobie sprawę z wyjątkowego znaczenia Wilanowa dla kultury polskiej postaram się przedstawić fakty, które pominęli w swoich wypowiedziach dziennikarze i pracownicy Muzeum w Wilanowie. Spróbuję się też odnieść do zamieszczonych w środkach masowego przekazu opinii bardzo nas krzywdzących, a także będę usiłował ukazać i uzasadnić nasz tytuł do zbiorów wilanowskich.

Zanim jednak do tego przejdę chcę tu podkreślić fakt całkowicie pomijany w wypowiedziach: dyrektora Muzeum w Wilanowie - dra Wojciecha Fijałkowskiego, jego pracowników oraz większość dziennikarzy, iż zamiarem spadkobierców Adama Branickiego nie jest i nigdy nie było, odebranie Muzeum w Wilanowie zespołu pałacowo-parkowego, ani zbiorów o wartości ogólnonarodowej. Co więcej, tak jak ich rodzice i dziadkowie potomkowie Adama i Marii Beaty z Potockich Branickich chcą ściśle współpracować z Muzeum Narodowym i jego oddziałem w Wilanowie pragnąc pogodzić interes narodowy, muzealny i rodzinny.

Pierwszą, niezmiernie istotną według nas sprawą, pomijaną tak przez naukowców z Muzeum w Wilanowie jak i przez dziennikarzy, jest chyba nieświadome niedostrzeganie, iż już od 1720 r. kiedy to hetmanowa Sieniawska nabyła od spadkobierców króla Sobieskiego niemalże ogołocony ze wszystkiego Wilanów, był on dziedziczony, często po kądzieli w ramach jednej naszej rodziny. Chcę przypomnieć, że Ksawery Branicki, który odziedziczył Wilanów po Potockich miał tak matkę jak i babkę Potockie. Żona zaś Ksawerego i matka Adama - Anna, również z domu Potocka (z Krzeszowic) była prawnuczką Izabelli z Czartoryskich Lubomirskiej. W związku z tym spadkobiercy Adama Branickiego są nie tylko dziedzicami ale i potomkami władającymi Wilanowem Sieniawskich, Czartoryskich i Lubomirskich.

Pracownicy Muzeum w Wilanowie bardzo słusznie podkreślają ogromne znaczenie otwarcia w 1805 r. przez Stanisława Kostkę Potockiego, drugiego w Polsce prywatnego muzeum. Należy tu zwrócić uwagę, iż celem Stanisława Kostki Potockiego było stworzenie, należącego do jego spadkobierców, muzeum udostępnionego narodowi polskiemu. Nic nie wskazuje jednak na to, aby Stanisław Kostka Potocki chciał pozbawić swych spadkobierców własności, tak Pałacu Wilanowskiego, jak i całości swych zbiorów.

Dziwnym jest też, iż zapomniano, że do drugiej wojny światowej, mniej więcej jedna trzecia pałacu była udostępniona zwiedzającym, zaś pozostałe dwie trzecie stanowiły pokoje prywatne właścicieli Wilanowa5. W tej prywatnej części pałacu znajdowały się liczne pamiątki rodzinne, przede wszystkim portrety, srebra, broń, porcelana itd.

Podstawową jednak sprawą, którą dyrekcja i część pracowników w Wilanowie oraz większość dziennikarzy nie porusza w swych wypowiedziach, a i może w ogóle nie dostrzega, czy nie chce dostrzec, jest święte w całym cywilizowanym świecie prawo własności.

Pragnę przypomnieć, iż już w marcu 1990 r. na pytanie Ministra Kultury i Sztuki, Ministerstwo Sprawiedliwości udzieliło jednoznacznej odpowiedzi, że przejęcie pod szyldem reformy rolnej przedmiotów mających wartość artystyczną i muzealną było rażącym naruszeniem prawa. Prof. Adam Strzembosz, wówczas wiceminister sprawiedliwości podkreślał, że tym samym nie uległy przedawnieniu roszczenia o zwrot tych przedmiotów; co więcej można zwrócić: Meble czy obrazy ziemianom, gdy odnajdą je w muzeach, gmachach publicznych lub w domach dawnych prominentów6. Podkreśla to też minister Kultury i Sztuki Marek Rostworowski: Zagrabione przez komunistów dzielą sztuki są własnością dawnych posiadaczy. Mamy jednak nadzieję, że zbiory publiczne zbytnio na tym nie ucierpią — liczymy tu na zrozumienie i patriotyzm7. Z powyżej cytowanych wypowiedzi jednoznacznie wynika, iż prawo własności do zbiorów wilanowskich mają potomkowie Adama Branickiego, pochodzący jak już wcześniej pisałem, po Potockich, Lubomirskich, Czartoryskich i Sieniawskich, a więc należących do rodziny, która przez 8 pokoleń władała Wilanowem i tworzyła jego zbiory.

Trudno wierzyć, aby pracownicy muzeum w Wilanowie nie zdawali sobie sprawy, iż większość eksponatów, którymi się chlubią, to często pamiątki rodzinne zagrabione bezprawnie przez władze komunistyczne. Myślę, że wielu muzeologom, zwłaszcza pracującym w przejętych na muzea prywatnych rezydencjach, ciążyła świadomość, iż niezależnie od swych zapatrywań w jakimś stopniu uczestniczą w zawłaszczeniu dokonanym przez PRL. Kazimierz Malinowski we wstępie do historii sztuki pisał zresztą wyraźnie o sposobach pozyskiwania eksponatów do muzeów [...] Gromadzenie może następować drogą darów, depozytów, zakupów oraz w wyniku prowadzonych wykopalisk lub eksploracji terenowych8. Według powyższego nie mogą trafiać do muzeów przedmioty uzyskiwane drogą sekwestracji.

Chcę też tu przypomnieć, iż w okresie, gdy Wilanów był przejmowany przez władze PRL-u, Adam Branicki wraz z żoną i dwiema córkami z więzień niemieckich, gdzie byli osadzeni za działalność konspiracyjną, trafili do łagrów rosyjskich, zaś najmłodsza córka, wraz z mężem i nowonarodzonym dzieckiem, ścigani za aktywność w Armii Krajowej i za „wilanowskie” pochodzenie, ukrywali się pod zmienionym nazwiskiem. W związku z tym wszelkie nie tylko nieruchomości ale i ruchomości, w tym nawet zdjęcia rodzinne i książki z podręcznej biblioteki zostały zabrane przez państwo. Do dziś tych zdjęć i książek nie zwrócono.

Znając swe prawa i jednocześnie zdając sobie sprawę z wyjątkowego miejsca w kulturze polskiej jakie zajmuje rodzinny Wilanów, spadkobiercy Adama Branickiego nie wystąpili o bezcenny pałac i zespół parkowy, zaś w sprawie ruchomości rozpoczęli rozmowy z Ministerstwem Kultury i Sztuki, Muzeum Narodowym w Warszawie i z Muzeum w Wilanowie. Sporządzono też listę, oczywiście do dyskusji przedmiotów, które potomkowie Adama Branickiego pragnęliby odzyskać. Złożono ją w MKiS oraz dyrektorom Muzeum Narodowego i Muzeum w Wilanowie. Po zaznajomieniu z tym spisem pracowników muzeum miano przystąpić do dalszych rozmów pragnąc wypracować rozwiązanie najkorzystniejsze dla narodu polskiego, muzeum w Wilanowie i prawowitych właścicieli zbiorów.

Należy tu zwrócić uwagę, iż mając prawo do całości zbiorów, szanujący wolę przodków potomkowie Adama Branickiego nie wystąpili o zwrot żadnego z przedmiotów znajdujących się przed wojną w części muzealnej, tych najcenniejszych historycznie i materialnie. Jeśli chodzi o przedmioty z prywatno-mieszkalnej części pałacu wilanowskiego na liście znalazły się obrazy, których zwrot naszej rodzinie sugerował w swej wypowiedzi dla „Kuriera Polskiego” dyrektor Muzeum w Wilanowie W. Fijałkowski i które w większości znajdują się w magazynach9. Były też na niej przedmioty należące do rodziny Branickich, przywiezione przez nich do Wilanowa po 1893 r., a więc nie należące do wyróżnionych przez W. Fijałkowskiego historycznych zbiorów wilanowskich, na które składają się wg niego pamiątki po królu Janie III Sobieskim i kolekcja Stanisława Kostki Potockiego10. Naszą listę tworzyło też kilka portretów rodzinnych i część sprzętów znajdujących się w magazynach. Przygotowując ten wykaz staraliśmy się, aby znalazło się w nim jak najmniej przedmiotów i obrazów eksponowanych w pałacu11.

I oto nagle wówczas, gdy zgodnie rozpoczęto rozmowy o przyszłości zbiorów wilanowskich, gdy prawa do nich spadkobierców Adama Branickiego poparł prezydent Rzeczpospolitej Polskiej, na łamach wielu dzienników rozpętano nagonkę na rodzinę Branickich. Co najbardziej jest przykre, to fakt, że aktywną rolę pełnili w niej pracownicy naukowi Muzeum w Wilanowie. Boli nas bardzo, iż osoby, które zajęły nasze miejsce w Wilanowie, znając przecież, tak nasze prawa do zbiorów, jak i nasze adresy a także telefony, zamiast wspólnie z nami wypracowywać najodpowiedniejsze dla obu stron rozwiązanie, zajęły się kampanią, która ostatecznie choć wymierzona w nas, to poprzez zastosowanie metody godzi również w dobre imię muzealników wilanowskich.

We wszystkich wypowiedziach pomijano fakt, że spadkobiercy Adama Branickiego występując o swoją własność stwarzają wrażenie, iż chcą zagarnąć zbiory Muzeum w Wilanowie, a więc narodu polskiego. Świadczą o tym, wymienione już wcześniej przeze mnie artykuły W. Likszy i F. Frydrykiewicza.

Nie poinformowano też czytelników, bądź słuchaczy, iż mający prawo do całości zbiorów wilanowskich potomkowie Adama Branickiego wystąpili tylko o część pamiątek rodzinnych i sprzętów zalegających magazyny zaś resztę zbiorów pragną pozostawić jako fundację imienia Adama Branickiego, niektóre z nich zaś jako depozyty.

Uważamy, iż twierdzenia pracowników Muzeum w Wilanowie, że tak bardzo niedogodną dla nich formą byłoby pozostawienie części zbiorów jako depozytów, są mocno przesadzone. W artykule opublikowanym w „Rzeczpospolitej” pracownicy naukowi Muzeum w Wilanowie podają, że na kształt obecnej ekspozycji pałacowej składa się około 500 depozytów spoza kolekcji wilanowskiej. Jak łatwo się przekonać, publiczności muzealnej to w zupełności nie przeszkadza. Nie słychać też nic o kłopotach jakie powodują depozyty w Muzeum w Wilanowie. Przeciw niespodziewanemu odebraniu ich z muzeum można się przecież zabezpieczyć odpowiednią umową. Uważamy jednak, że to przede wszystkim właściciele obiektów powinni mieć możliwość decyzji w jakiej formie zechcą pozostawić je w muzeum. Tak zresztą jest na całym świecie.

Faktu powieszenia na ekspozycji w Pałacu Wilanowskim zdjęcia XVII-wiecznej kopii wg obrazu Rembrandta van Rijn - „Portret starego rabina”, z objaśnieniem, że kopię tę jako swój depozyt odebrali Muzeum Wilanowskiemu właściciele, nie będę komentował. Muszę jednak zwrócić Państwu uwagę na to, iż kopia ta nigdy nie należała do zbiorów wilanowskich, co łatwo sprawdzić przeglądając katalog wydany przez Muzeum Narodowe w Warszawie - pozycja 1040, s. 6212. Nie możemy też zrozumieć poglądu niewymienionego z nazwiska pracownika Muzeum w Wilanowie, który przeciwstawiając się formie depozytu stwierdza: Ciężar ochrony, utrzymania i konserwowania zabytków spada na muzeum - splendor i chwała pozostaje przy właścicielach13. Autor tej wypowiedzi nie dostrzega jednak, że pogląd jego, jest co najmniej dyskusyjny. Podziw zwiedzających bowiem spływa nie tyle na właścicieli, co na muzeum, w którym się dany obiekt znajduje i gdzie przychodzi się go oglądać.

W audycji telewizyjnej „Kurier Warszawski” dyrektor W. Fijałkowski stwierdził, że w latach 1932 i 1933 Adam Branicki znajdował się w tak trudnym położeniu materialnym, że pragnął oddać Pałac Wilanowski państwu. Dalej jeszcze idzie w swym artykule W. Liksza, który podaje, że [...] gdyby nie wybuch wojny Wilanów i tak przeszedłby na własność Skarbu Państwa14. Co więcej w swych artykułach W. Liksza i F. Frydrykiewicz podają, iż Adam Branicki oddał zabytki wilanowskie Bankowi Rolnemu w zastaw, który nigdy nie został wykupiony. Rzeczywiście w początku lat trzydziestych w związku z koniecznością opłacenia ogromnego podatku spadkowego, spłacenia sióstr, konieczności ratowania dóbr roskich, zniszczonych w trakcie wojny bolszewickiej i kryzysu gospodarczego Adam Branicki znalazł się w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Rzeczywiście oddał też część zbiorów pod zastaw Państwowego Banku Rolnego. Muszę tu jednak zaznaczyć, iż nie oddano nic z części prywatnej pałacu, gdzie znajdowały się rodzinne portrety, srebra, broń, porcelana, szkła itd. Łatwo można to sprawdzić w „Spisie ruchomości" oddanych w zastaw Państwowemu Bankowi Rolnemu przez Adama Branickiego (AGAD AG Wil. Zarząd Muzeum nr 190). Na liście przedmiotów o zwrot których występują spadkobiercy Adama Branickiego nie ma więc przedmiotów oddanych niegdyś w zastaw. Z tradycji rodzinnych i z rozmów, które przeprowadzałem z osobami, które za czasów mych dziadków były częstymi gośćmi w Wilanowie niezbicie wynika, że nigdy nie było tak złej sytuacji materialnej, aby pałac wraz ze zbiorami trzeba było oddać państwu. Wiadomo też, na co są dowody w księgach hipotecznych, i co potwierdzają wypowiedzi świadków, dzięki parcelacji części majątku udało się Adamowi Branickiemu, spłacić swe długi. O tym, że jego sytuacja nie była tak tragiczna jak przedstawiają ją W. Fijałkowski i W. Liksza świadczą m.in. fakty, że stać go było na kupno do zbiorów Wilanowskich kilku cennych obrazów a wśród nich - „Apoteozę Jana Ill-go" nieznanego malarza włoskiego z XVII w. i „Scenę karnawałową" uchodzącą za dzieło Walentin de Boulogne, iż łożył znaczne sumy na szpitale warszawskie (na Kopernika i Litewskiej), na Zakład w Laskach, fundował stypendia dla uczącej się młodzieży, zaś w czasie okupacji za ogromne sumy wykupywał z więzień niemieckich Polaków i Żydów, a także ofiarowywał ogromne kwoty pieniężne dla Armii Krajowej. Chciałbym też zauważyć, że za czasów „bankrutujących" Branickich tzw. Dom Podstolego nie był w tak złym stanie jak dziś, zaś Szpital Św. Aleksandra, dom doktora i pałacyk w Morysinie nie były ruinami.

Niektórzy dziennikarze np. W. Liksza w artykule - „Z wekslem na Wilanów. Batalii o miliardy ciąg dalszy”15 wspomina o trudach jakie miało kierownictwo Muzeum w Wilanowie z odrabianiem zaniedbań międzywojennych, a więc tych, których dopuścić mieli się jakoby Braniccy. Zacytuję tu wypowiedź Beaty Sowińskiej - „Casus Wilanów" opublikowaną w 1961 r. w „Polityce", która wyraźnie wskazuje na to, iż zasadnicze zniszczenia nastąpiły później. Autorka pisze: Wytworzyła się sytuacja wręcz paradoksalna. Tuż po wojnie, a więc 16 lat temu, stan zniszczenia zabytkowego zespołu wilanowskiego był niemal gołym okiem niezauważalny. Obecnie doszło do tego, że trzeba na gwałt ratować rzeczy niszczejące, nim zostaną one objęte [...]programem odbudowy16.

W opublikowanej na łamach „Rzeczpospolitej” wypowiedzi - „Pałac i dom", pracownicy naukowi Muzeum w Wilanowie podkreślają, że dla dobra kolekcji czyli dla dobra całego społeczeństwa historyczny zbiór wilanowski musi zostać niepodzielny17.

Nie precyzują jednak co rozumieją jako historyczny zbiór wilanowski. Jeśli zgodnie z wypowiedzią W. Fijałkowskiego, który jak już wcześniej wspomniałem, zaliczał do niej pamiątki po królu Janie III Sobieskim i kolekcję Stanisława Kostki Potockiego, to nie pojmuję pretensji wysuwanych do rodziny Branickich, którzy są tego samego zdania. Dziwi nas jednak, że podkreślający niemożność rozbicia zbiorów wilanowskich wydaje się zapominać, że przedmioty z tych zbiorów znajdują się w hotelu na Parkowej, domach pracy twórczej w Oborach i Radziejowicach, w Towarzystwie Przyjaciół Warszawy, w Radzie Ministrów, Kancelarii Rady Państwa, Urzędzie Rady Ministrów i Ministerstwie Kultury i Sztuki. W wilanowskie sprzęty i obrazy wyposażone są ponadto muzea w: Baranowie, Mławie, Żelazowej Woli oraz w Warszawie: Łazienki, Zamek Królewski, Muzeum Narodowe i Historyczne. Zostało to sprawdzone kilka miesięcy temu przez Annę Branicką-Wolską. Dbałość o nierozproszenie zbiorów jawi się więc w sytuacji, gdy pojawia się niebezpieczeństwo zwrotu czegokolwiek prawowitym właścicielom.

Pracownicy Muzeum w Wilanowie wyjaśniają też niemożność zwrotu właścicielom nawet przedmiotów o mniejszej wartości artystycznej, gdyż jak piszą [...] pozwalają nam odtworzyć pełny obraz gustów osób przez które zostały nabyte, a ich brak w całości zbioru fałszowałby ocenę tych ludzi18.

Chcemy, aby ocena gustów naszych przodków wypadła jak najlepiej, pragnę jednak przypomnieć, że w trakcie II wojny światowej a i później znaczna część zbiorów została rozproszona a więc pozostałe w muzeum eksponaty nie pozwalają w pełni odtworzyć gustów właścicieli. Co więcej, zbiory wilanowskie tak jak i inne, tworzyły przecież poza przedmiotami celowo nabywanymi, obiekty dziedziczone, bądź otrzymywane w darze, a więc nie mające żadnego związku z gustami osób je posiadających. Powszechnie też wiadomo, że do badania gustów estetycznych niezbędne są przede wszystkim studia archiwalne. Zamiast eksponatów, wystarczą też do nich w zupełności, dobrze opracowane karty inwentarzowe. Przy okazji chciałbym zauważyć, iż niezbędne do tego typu badań są archiwa wilanowskie, które za czasów Adama Branickiego przechowywano w Wilanowie, zaś po wojnie w okresie rozpraszania zbiorów wilanowskich, trafiły do Archiwum Głównego Akt Dawnych.

Najbardziej zdumiewa mnie jednak i niepokoi fakt, że dla takiego celu naukowego jakim jest badanie gustów właścicieli Wilanowa niepodpisani z nazwiska pracownicy wilanowskiego muzeum, gotowi są do nieliczenia się nawet z prawem.

Pracownicy Muzeum w Wilanowie starannie też wyliczają liczbę przedmiotów niegdyś zwróconych żonie i córkom Adama Branickiego19. Nie dodają jednak, że znaczną ich część stanowiły rzeczy należące do rodziny Ceglińskich, które w czasie wojny trafiły do Wilanowa. Nie podają też, jakie to przedmioty zwrócono, i w jakim stanie była większość z nich. Zapominają m.in., iż ze względu na wskazanie miejsca ukrycia sreber wilanowskich znaczna ich część miała być zwrócona właścicielom.

Merytorycznie nijak się też mają do dyskusji o przyszłości Wilanowa, praw potomków A. Branickiego do zbiorów wilanowskich, ani do artykułu Ewy K. Czaczko-wskiej20 wypowiedzi anonimowych pracowników Muzeum w Wilanowie jednostronnie i negatywnie ukazujące naszą rodzinę. Opierając się bowiem na informacjach z „Kuriera Polskiego”21 z 1920 r. i wypowiedziach też anonimowych członków Włościańskiego Związku Oświatowego z „Myśli Niepodległej"22 sugerują jakoby Ksawery Branicki pragnął wywieźć z Polski i sprzedać bezcenną kolekcję obrazów za granicę, oraz że należący do niego pałac wilanowski rozpadał się. Tegoż typu zarzuty należy jednak udowodnić. Jak wiedzą wszyscy historycy, do informacji pochodzących z prasy, należy podchodzić bardzo ostrożnie i nie można traktować ich, jako całkowicie wiarygodnego źródła, ani jako dowodu na cokolwiek.

Nie wiem bowiem jak historycy sztuki, szczególnie związani ze zbiorem wilanowskim, mogli nie zauważyć, iż wśród wielkich malarzy, których dzieła wg „Kuriera Polskiego” proponowano sprzedać zagranicznym kupcom wymienieni zostali mistrzowie, których obrazów nigdy nie było w Wilanowie, a mianowicie: Leonardo da Vinci, Giotto czy Gainsborough23.

Jest dla mnie niezrozumiałe w jaki sposób taki znawca Wilanowa jak W. Fijałkowski mógł przeoczyć fakt, że nie chodziło tu o sprzedaż obrazów z galerii wilanowskiej, a więc, że to nie Ksawery Branicki proponował do sprzedaży swoją galerię. Znamiennym jest, iż w pierwszej informacji o próbie sprzedaży polskiej galerii za granicę zamieszczonej w nr 166 „Kuriera Polskiego” z 1920 r. nie podano nazwiska polskiego arystokraty, który chciał sprzedać swe obrazy za granicę, zaś dopiero w nr 168 „Kuriera Polskiego" zwrócono uwagę na rzekome podobieństwo proponowanej do sprzedaży galerii z galerią wilanowską24.

Nie wiem też, skąd nie wymienieni z nazwiska naukowi pracownicy Muzeum w Wilanowie, a także F. Frydrykiewicz i W. Liksza twierdzą, że notatki, zwane przez nich „artykułami”, do „Kuriera Polskiego", mające przeszkodzić K. Branickiemu w wywiezieniu kolekcji obrazów, pisał Antoni Słonimski25. Żadna bowiem z pięciu wypowiedzi na ten temat opublikowanych na łamach „Kuriera Polskiego" nie jest podpisana. Nie wiem też skąd, W. Fijałkowski wie, że K. Branicki chciał sprzedać kupcom angielskim kilkadziesiąt obrazów, skoro w żadnej z wypowiedzi w „Kurierze Polskim" z 1920 r. nic nie mówi się o liczbie proponowanych do sprzedaży dzieł sztuki26.

Dziwnym też wydaje się, że nie zastanawiało atakujących dziś K. Branickiego historyków sztuki i dziennikarzy, że choć redakcja „Kuriera Polskiego” miała mieć pełen odpis proponowanego do sprzedaży katalogu obrazów to, nigdzie go nie opublikowano. Interesującym jest też, iż o tej sensacyjnej sprawie milczały inne gazety.

Pomimo sugestii wspomnianych wcześniej anonimowych członków Włościańskiego Związku Oświatowego pałac wilanowski nie tylko nie popadł w ruinę, ale w zupełnie dobrym stanie przetrwał do 1945 r. O jednostronnym podejściu cytowanych tu, wielokrotnie pracowników Muzeum w Wilanowie oraz W. Likszy i F. Frydrykiewicza świadczy przemilczenie, podanych nawet przez W. Fijałkowskiego informacji, że K. Branicki rozbudował pałac w latach 1893-1903 i, że od 1918 r. do swej śmierci tzn. do 1926 r. prowadził w pałacu prace konserwatorskie, które później kontynuował j ego syn Adam. Pracami tymi kierowali: Leandro Marconi, prof. Kazimierz Skórewicz i inż. arch. Jarosław Wojciechowski przy współpracy inż. arch. Tymoteusza Sawickiego27. Warto dodać, że Ksawery Branicki odnowił też pałacyk w Morysinie, poprawił świątynię i most w Natolinie oraz wyremontował wiele innych obiektów. Okazuje się więc, że cytowani przez pracowników muzeum w Wilanowie członkowie Włościańskiego Związku Oświatowego atakowali K. Branickiego o niedbałość o pałac wilanowski, wówczas gdy prowadził on w pałacu prace konserwatorskie.

Znamiennym jest również, iż tendencyjnie przedstawiając K. Branickiego, nie podano opinii publicznej faktu znanego przyrodnikom i geografom, że podobnie jak jego ojciec Konstanty, finansował on przyrodnicze ekspedycje i zbiory tworząc w 1887 r. w Warszawie Muzeum Branickich. W 1919 r. Ksawery Branicki ofiarował to muzeum społeczeństwu polskiemu. Jego zbiory znalazły się wówczas w Państwowym Muzeum Zoologicznym. Z żalem trzeba stwierdzić, że o działalności społecznej i charytatywnej tak Ksawerego, jak i Adama Branickich nawet się nie wspomina.

Obiektem szczególnie ostrych ataków jest mój dziad Adam Branicki. Nasi adwersarze W. Fijałkowski i F. Frydrykiewicz w zapale atakują go nawet za to, że [...] ofiarował należącą do siebie bezcenną bibliotekę wilanowską Państwu Polskiemu, poprzez co rozproszył zbiory a ponadto doprowadził do niekorzystnych zmian charakteru wnętrz półpiętra pałacu28, co gorsza, ofiarował ponadto dla Zamku Królewskiego w Warszawie jedenaście obrazów i dwa komplety z fajansu belwederskiego zaś Uniwersytetowi w Poznaniu obraz Battisty Franco „Czarodziejstwo Circe”. To, że poprzez te niezmiernie cenne dary dla społeczeństwa polskiego Adam Branicki nie tylko uszczuplił swe zbiory, ale też swój majątek, tego W. Fijałkowski i F. Frydrykiewicz nie dostrzegają. Nie zauważyli również, że skorzystało z nich polskie społeczeństwo. Sugerują za to obydwaj, że intencje ofiarodawcy były nieczyste.

Niezgodne z prawdą są podawane przez W. Fijałkowskiego, W. Likszę i F. Frydrykiewicza informacje, iż ratując przed wywiezieniem z Polski dywan perski, który Adam Branicki chciał sprzedać za granicę, rząd polski odkupił go za olbrzymią na owe czasy sumę 865 000 złotych29.

W swych licznych pracach W. Fijałkowski a za nim jego pracownicy i dziennikarze podają w oparciu o popularną książkę Franka Arnau Sztuka fałszerzy i fałszerze sztuki jakoby Adam Branicki miał sprzedać paryskiemu antykwariuszowi Seligmanowi kolekcję fajansów z Delft pod warunkiem, iż dostarczy on do zbiorów Branickich idealne kopie30. Miałoby na to wskazywać odkrycie dokonane podczas inwentaryzacji po II wojnie światowej, iż fajansy te, to falsyfikaty. Nie mogę zrozumieć, jak sensacja ta, nie poparta żadnymi informacjami o źródle ich pochodzenia bezkrytycznie podawana jest w książkach naukowych, albumach i przewodnikach po Wilanowie. Nie mogę też pojąć jak książkę F. Arnau można traktować za poważne a w tym przypadku i jedyne źródło. Nie zrozumiałym jest też dla mnie, iż nikt z cytujących F. Arnau nie zwrócił uwagi na zdania kończące jego wypowiedź o Wilanowie i Branickich. Brzmi zaś ono następująco Nieco później okazało się, że kopiami są również Tycjany, Rembrandty i płótna Paola Veronese w hrabiowskiej galerii obrazów. Nie wiadomo, gdzie obecnie znajdują się oryginały31. Informacja ta sugeruje, iż Braniccy podrabiali też cenne obrazy. Jest ona dla nas bardzo istotna, gdyż całkowicie podważa wiarogodność F. Arnau. Od momentu nabycia a na pewno już w drugiej połowie XIX w. wiadomo było, że wilanowskie Tycjany i płótna Veronese to kopie32, zaś żadnego Rembrandta, jak orientuję się, nigdy nie było w zbiorach wilanowskich. F. Frydrykiewicz podaje, jakoby F. Arnau historię sprzedaży i sfałszowania wilanowskich fajansów z Delft spisał na podstawie wiadomości uzyskanych od Benedykta Tyszkiewicza, naszego krewnego i kustosza muzeum w Wilanowie w pierwszych latach po wojnie33. To jednak należałoby udowodnić, bowiem F. Arnau nie podaje skąd uzyskał tę informację. Wiem zaś, iż na pewno kontakty mych dziadków z Benedyktem Tyszkiewiczem nie były na tyle bliskie, aby informować go o podejmowanych fałszerstwach. F. Frydrykiewicz polemizując ze mną zaznacza, że historia fałszerstw fajansów z Delft jest bardzo prawdopodobna, to jednak i on zapewne mi przyzna, że opierając się tylko na przypuszczeniach i pomówieniach nie wolno nikogo zniesławiać, zwłaszcza zaś osób, które już od dawna nie żyją.

Przykro nam, że opierając się na niesprawdzonych informacjach dyrektor i pracownicy Muzeum w Wilanowie starali się ukazać opinii publicznej rodzinę Branickich w jak najniekorzystniejszym świetle, pomijając dużo ważniejsze fakty jak te, że to właśnie Adam i Maria Beata Braniccy uratowali w czasie drugiej wojny światowej pałac przed zniszczeniem, zaś całość zbiorów przed wywiezieniem do Niemiec34. To przecież Braniccy nawiązali ścisłą współpracę z Muzeum Narodowym i blisko współdziałali z profesorami: Bernhard, Ciołkiem, Kozakiewiczem, Lorentzem, Michałowskim, Morawińskim, Stebelskim i Tworkowskim. Co więcej w niebywale trudnym okresie okupacji prowadzili oni dalej prace konserwatorskie i zabezpieczające wystrój wnętrz pałacowych. Na przykład wówczas Stanisław Pękalski prowadził prace konserwatorskie plafonu w Gabinecie Holenderskim. Wraz z konserwatorami, historykami sztuki i architektami Adam i Maria Beata Branicka dyskutowali też o przyszłości Wilanowa i przyszłych pracach konserwatorskich, które zamierzali podjąć35.

Postępowanie w stosunku do nas W. Fijałkowskiego i części pracowników Muzeum w Wilanowie boli nas bardzo, tym bardziej, że osoby te uważając się za pracowników naukowych tendencyjnie i w oparciu o nieudowodnione pomówienia zniesławiają naszą rodzinę.

Jakie są przyczyny tej wrogości? - przecież nie chcemy odebrać pałacu i parku, ani zbiorów o wartości ogólnonarodowej, które są naszą własnością. Tworząc z zespołu pałacowo-parkowego i z historycznych zbiorów fundację imienia Adama Branickiego, która będzie funkcjonowała przy Muzeum Narodowym w Warszawie chyba wystarczająco dowodzimy, iż tak, jak dla naszych przodków, tak i dla nas interes narodowy jest drogi. Pragnę zwrócić uwagę, że nasza liczna rodzina, która w wyniku reformy rolnej utraciła swe majątki bezpowrotnie, przekazuje fundacji majątek o olbrzymiej wartości, który mógłby zabezpieczyć dostatni byt nam, naszym dzieciom i wnukom.

Wydaje mi się, że specjalne miejsce w „sprawie wilanowskiej” zdaje się pełnić wątek uczuciowy. Rozumiem, że od lat pracujący w przepięknym Wilanowie, oddający się mu bez reszty, pracownicy muzeum uznają się za mających specjalne prawa do Pałacu Wilanowskiego i jego zbiorów. Rozumiem, że nasze ponowne zaistnienie zburzyło ich świat, który choć był oparty na czyjejś krzywdzie, czego może nie dostrzegali, to zdawał się jedyny i słuszny. Myślę, iż kochający przecież Wilanów i jego zbiory wilanowscy muzealnicy będą w stanie zrozumieć, że są osoby od pokoleń związane z Wilanowem. Ludzie dla których pałac ten był domem rodzinnym, zaś co najmniej część zbiorów to nie tylko bardziej, lub mniej cenne eksponaty, ale pamiątki po przodkach. Co więcej - i to też należy do tego „uczuciowego" wątku - spadkobiercom Adama Branickiego pracownicy Muzeum w Wilanowie mieszkający w ich domu, odmawiający im praw do czegokolwiek, zniesławiający ich rodziców, dziadków i pradziadków jawią się jako uosobienie tych sił, które po 1944 r. uczyniły tyle zła w Polsce.

Powstała sytuacja, o czym można się przekonać, obserwując środki masowego przekazu jest przykra i dwuznaczna. Wierzę jednak, że już niedługo musi dojść do porozumienia. Obie strony jak sądzę świadome są bowiem, iż należy iść na wzajemne ustępstwa zaś wspólne umiłowanie i troska o Wilanów winny je pogodzić.

Przepraszam, że wypowiedź moją zdominowała polemika z dyrektorem W. Fijałkowskim, niektórymi pracownikami muzeum i dziennikarzami. Uczyniłem to celowo, gdyż uznałem za szczególnie ważne aby Państwo poznali i nasz punkt widzenia na tę tak głośną dziś „sprawę wilanowską”.



Reasumując spadkobiercy Adama Branickiego:

  • zdając sobie sprawę z ogólnonarodowej wartości Pałacu Wilanowskiego. i jego historycznych zbiorów pragną, aby tak jak chcieli ich przodkowie, służyły one społeczeństwu polskiemu;
  • tak jak Adam i Maria Beata Braniccy, chcą nadal ściśle współpracować z Muzeum Narodowym w Warszawie;
  • przy Muzeum Narodowym w Warszawie pragną stworzyć fundację imienia Adama Branickiego, w skład której wchodziłby zespół pałacowo-ogrodowy oraz zbiory o wartości ogólnonarodowej;
  • po uzgodnieniach z Ministerstwem Kultury i Sztuki i Muzeum Narodowym część pozostałych ruchomości, chcą pozostawić jako depozyty zabezpieczone odpowiednią dla interesu muzeum umową, zaś niektóre, przede wszystkim pamiątki rodzinne, pragną odzyskać.



Przypisy:
  1. 1 W. Liksza, Z wekslem na Wilanów. Czyje jest dziedzictwo Sobieskiego?, „Express Wieczorny Kulisy” Z 15-17 lutego 1991 nr 33 s. 1-2.
  2. 2 Wilanów huczy z oburzenia [...J Spadkobierczyni chodzi jak po swoim; Wiem Pan co, Panie Dyrektorze? Ona znowu tu była..., „Kurier Polski” z 19 lutego 1991 nr 35 s. 1-2.
  3. 3 F. Frydrykiewicz, Apetyt na Wilanów. „Gazeta Wyborcza” z 22 lutego 1991 nr 45 s. 7.
  4. 4 Pałac i dom. Pracownicy naukom Muzeum w Wilanowie. „Rzeczpospolita”, z 20 lutego 1991 nr 43 s. 3.
  5. 5 M.in. pisze o tym W. Fijałkowski w artykule 160 lal muzeum w Wilanowie, „Stolica” z 6 lutego 1966 nr 6 s. 6.
  6. 6 Jak oddać sprawiedliwość. „Gazeta Wyborcza” z 9 marca 1990 nr 58 s. 1; F. Frydrykiewicz, W czyje ręce obraz-mienie podworskie w muzeach państwowych. „Gazeta Wyborcza" z 25 marca 1990 nr 70 s. 10.
  7. 7 Cyt. za B. St, Dżungla. „Życie Warszawy” z 17 kwietnia 1991 nr 91 s. 3.
  8. 8 K. Malinowski, Wstęp do historii sztuki Przedmiot-metodologia-zawód. (W:) Muzealnictwo, Warszawa 1973 s. 539.
  9. 9 O przyszłości Wilanowa - mówi W. Fijałkowski. „Kurier Polski” z 17 października 1990 s. 4.
  10. 10 tamże.
  11. 11 W. Liksza, F. Frydrykiewicz w cytowanych wcześniej artykułach zarzucają nam, iż na liście przedmiotów o których zwrot wystąpiliśmy znalazły się obiekty zakupione przez Muzeum w Wilanowie już po wojnie. Chcę tu zaznaczyć, iż o ile rzeczywiście tak się stało, to znaczną winę za to ponosi dyrektor W. Fijałkowski i jego współpracownicy, którzy w opracowanych przez siebie katalogach najwidoczniej podali nieścisłe dane o pochodzeniu poszczególnych obiektów. Zrozumiałe jest też chyba dla wszystkich, iż mając prawo do niezmiernie cennych obiektów nie wystąpiliśmy o te, które są eksponowane.
  12. 12 Malarstwo Europejskie. Katalog Muzeum Narodowego. Oprac. zbiorowe. Warszawa 1967 s. 62.
  13. 13 Cyt. za F. Frydrykiewicz, op. cit., s. 7.
  14. 14 W. Liksza, op. cit., s. 2.
  15. 15 W. Liksza, Z wekslem na Wilanów. Batalii o miliardy ciąg dalszy. „Express Wieczorny” z 27 lutego 1991 nr 41 s. 3.
  16. 16 B. Sowińska, Casus Wilanów. „Polityka” z 13 maja 1961.
  17. 17 Pracownicy naukowi..., op. cit., s. 3.
  18. 18 tamże.
  19. 19 tamże.
  20. 20 E. K. Czaczkowska, Pałac i dom. „Rzeczpospolita” z 15 stycznia 1991 nr 12 s. 3.
  21. 21 „Kurier Polski” z 1920 nr nr 166; 168; 169; 170; 173.
  22. 22 „Myśl Niepodległa” nr 505 z 26 czerwca 1920.
  23. 23 „Kurier Polski” z 20 czerwca 1920 nr 166 s. 5.
  24. 24 „Kurier Polski” z 22 czerwca 1920 nr 168, s. 3. Dopiero w nr 173 „Kuriera Polskiego" z 27 czerwca 1920 r. s. 2 anonimowy autor atakując niewybrednie K. Branickiego wypomina mu, iż proponował sprzedaż galerii kupcom angielskim.
  25. 25 Pracownicy..., op. cit., s. 3; F. Frydrykiewicz, Uwagi do artykułu A. Rybińskiego. Apetyt na Wilanów - polemika. „Gazeta Wyborcza” z 8 marca 1991 nr 57 s. 11; W. Liksza, Z wekslem na Wilanów. Czyje..., op. cit., s. 2.
  26. 26 W. Fijałkowski, Artystyczne zbiory Wilanowa. Warszawa 1979 s. 20.
  27. 27 W. Fijałkowski, Wilanów. Warszawa 1973 s. 123, 125.
  28. 28 jw. s. 128; W. Fijałkowski, Artystyczne zbiory Wilanowa. Warszawa 1979 s. 21; F. Frydrykiewicz. Apetyt..., op. cit., s. 7.
  29. 29 jw. Dywan o którym tu mowa nie należał wg naszej tradycji rodzinnej do historycznych zbiorów Wilanowa. Został on nabyty przez Augusta Potockiego, wg relacji Marii Beaty Branickiej, będąc w bardzo trudnej sytuacji finansowej i musząc zdobyć pieniądze na restaurację pałacu, pomimo oporu Adama Branickiego zdecydowała o sprzedaży dywanu. Wówczas zwrócono się do rządu polskiego, który nie skorzystał z oferty jego kupna. W trzecią noc po propozycji sprzedaży dywanu holenderskiemu ambasadorowi policja i wojsko otoczyły pałac wilanowski. Zabrano wówczas dywan z Wilanowa i wywłaszczono na rzecz Zamku Królewskiego. Jak opowiadał później, Marii Beacie Branickiej, Edmund Radziwiłł członkowie rządu polskiego uchodzący w 1939 r. poprzez Ołykę za granicę pokazywali mu ten dywan. Podobno później dywan ten za Ignacym Mościckim trafił do Szwajcarii. Nieprawdziwą wydaje się więc po dawana przez W. Fijałkowskiego informacja, że dywan ten mieli zrabować Niemcy. Zob. W. Fijałkowski . Wilanów, op. cit., s. 127.
  30. 30 F. Arnau, Sztuka fałszerzy i fałszerze sztuki. Warszawa 1988 s. 215-216.
  31. 31 tamże, s.216.
  32. 32 H. Skimborowicz, W. Gerson, Wilanów - album widoków i pamiątek. Warszawa 1877 s. 47 i 49.
  33. 33 F. Frydrykiewicz, Uwagi do..., op. cit., s. 11.
  34. 34 Rabunek zbiorów wilanowskich nastąpił dopiero po uwięzieniu przez Niemców rodziny Branickich. Cześć ukrytych przedmiotów jak np. sreber nie udało się jednak Niemcom wywieźć.
  35. 35 Między innymi wspomina o tym W. Fijałkowski w swej książce Wilanów 1973 s. 129-130. Tak więc on sam jak i jego pracownicy wiedzą dobrze o działalności Adama i Marii Beaty Branickich.


Tekst ukazał się w Biuletynie Ośrodka Dokumentacji Zabytków Zdarzenia Muzealne nr 2, Warszawa 1991 (s. 9-17)