Braniccy — wrogowie Polski Ludowej

Autor: Dorota Kania

Od 1944 roku polska arystokracja była inwigilowana przez bezpiekę — wynika z materiałów archiwalnych. Mimo szykan arystokraci nie poszli na współpracę z władzą ludową. Znakomitym przykładem jest Anna Branicka, którą Urząd Bezpieczeństwa Publicznego chciał pozyskać jako tajnego współpracownika. Mimo gróźb i realnego niebezpieczeństwa wysiedlenia z Warszawy Branicka się nie ugięła i nie podjęła rozmów z UB

"Gazeta Polska" dotarła do zgromadzonych w Instytucie Pamięci Narodowej materiałów na temat działań aparatu bezpieczeństwa wobec rodziny Branickich i przedstawicieli "magnaterii" — jak funkcjonariusze MBP określali arystokrację.

Nieudane wysiedlenie

Pierwsze raporty MBP dotyczące rodziny Branickich pochodzą z końca lat 40. Można się jedynie domyślać, że według funkcjonariuszy bezpieki Anna Branicka z powodu młodego wieku i traumatycznych przeżyć wojennych wydawała się łatwym łupem. Tymczasem, mimo nieustannej inwigilacji, próby zdobycia szczegółowych informacji na temat Branickich kończyły się niepowodzeniem.

W grudniu 1953 r. tajny współpracownik MBP o kryptonimie "Jan" donosił:

"U Anny Branickiej jak opowiadała Włodkowiczówna była rewizja. W początkach czerwca. Pytano Branicka czy zna Włodkowicz. Podobno powiedziała, że słabo. Włodkowiczowie potem przestali chodzić na Mokotowską do Branickich i spotykają się na Brackiej z Branicką, u kogo, nie wiem" — czytamy w doniesieniu.

W podobny sposób raportowała UB "Marzena" — pisała jedynie, że Anna Branicka do przedwojennego majątku, czyli Wilanowa, "nie jeździ a stosunek do rzeczywistości ma obojętny".

Z zebranego wywiadu UB wynikało, że Branicka — studentka Uniwersytetu Warszawskiego — jest osobą spokojną, bez nałogów, na którą nie było żadnych przydatnych do werbunku kompromitujących materiałów.

Anna Branicka miała nieposzlakowaną opinię — w raportach dla UB funkcjonariusze pisali też: "prowadzenie moralne — bez zarzutu". Dlatego jednym ze sposobów "perswazji" miało być przymusowe wysiedlenie z Warszawy.

W listopadzie 1954 r. ppor. T. Laskowski, naczelnik Wydziału Ogólno-Admimstracyjnego Urzędu do Spraw Bezpieczeństwa Publicznego na m.st. Warszawę, napisał pismo do naczelnika X Wydziału Komendy MO: "Proszę o rozpatrzenie i ewentualne wysiedlenie z terenu Warszawy Branicka Anna, c. Adama i Zofii zd. Potocka, ur. 27.09.1924 w Wilanowie, panna, poch. społ: obszarnicze, zam. Warszawa ul. Mokotowska.

Branicka Anna pochodzi z rodziny byłych obszarników, której rodzice byli właścicielami m. innymi Wilanowa. [...] Utrzymuje przyjazne stosunki z ludźmi podobnego pochodzenia, którzy tak jak i ona wrogo ustosunkowani są do ustroju PRL żyjąc nadzieją na ewentualna zmianę ustroju i powrót na swoje majątki".

Mimo wielomiesięcznego rozpracowywania rodziny Branickich, kapitan W. Kulpa, do którego trafiło pismo, odpisał w maju 1955 r.: "W związku z pismem Waszym [...] dot. wysiedlenia z m.st. Warszawy Branickiej Anny c. Adama zawiadamiam, że materiały w tej sprawie przesłano do terenowej jednostki MO do dalszego urzędowania. Powyższe wynikało z tego, że K.D.M.O. Śródmieście wypowiedziała się pozytywnie o w/w. W tym stanie rzeczy brakjest podstaw prawnych na wystąpienie z wnioskiem o wysiedlenie jej z Warszawy".

Wrogi element

Pierwsze i jak wynika z dokumentów, do których dotarła "GP" — jedyne próby werbunku Anny Branickiej na informatora UB miały miejsce w połowie lat 50. Do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego trafiły szczegółowe raporty o pochodzeniu Anny Branickiej. Z ich treści można wnioskować, że Braniccy byli nieustannie inwigilowani. Wynika to zarówno z dokumentów polecających zebranie informacji o poszczególnych członkach rodziny, jak i z treści raportów, które są o wiele bardziej szczegółowe niż te, które pochodzą z początku lat 50.

"Poch. Społ. Burżuazyjne. Bezpartyjna. Pracownik BUW [Biblioteki Uniwersytetu warszawskiego — przyp. red.]. Hrabianka. Rodzice posiadali 300 ha ziemi w Wilanowie. W 1945 roku została razem z rodziną internowana przez władze radzieckie do Krasnogorska. Powróciła w 1947. Typ klerykalny. Zdeklarowanie wrogo ustosunkowana do obecnej rzeczywistości. Pracuje niedługo w BUW. Wszyscy jej podobni otaczają ją wielkim szacunkiem" — czytamy w opinii, która trafiła do MBP

W 1955 r. inwigilujący Annę Branicka funkcjonariusz UB donosił: "Ustaliłem, że wymieniona ma matkę na którą było a może i jest prowadzone rozpracowanie przez Sekcję VI Wydz. IV MU d.s. BP. Dane w pokoju 174 II piętro telefon 178. Jeżeli chodzi o Annę to dane będzie posiadać placówka w Wilanowie. Tam mieszkają ludzie, którzy pracowali u rodziców w/w.".

Z dokumentów wynika, że podane informacje zostały spożytkowane — dwa tygodnie później powstał raport o rodzinie Branickich.

"[...] Ojciec Anny nie żyje, matka zamieszkuje w Krakowie wraz ze starszą siostrą Beatą. Druga siostra Maria zamieszkuje w Warszawie brak dokładnego adresu.

Rodzice i siostry Anny byli członkami AK w ich posiadłościach w Wilanowie mieścił się szpital AK. Wg słów tow. J [...] Anna również była w AK zajmowała się opatrywaniem rannych w szpitalu. Najaktywniejsza była Beata. Obecnie do Wilanowa Anna przyjeżdża rzekomo na grób ojca przy czym wstępuje do b. pracowników jak: Grochowicz, Jakubowski, Sobotniak, Sidacz, którzy pracują w PGR Wilanów. Bliższe dane w dalszym ciągu uzyskam od tow. Gniatkowskiego prac. Muzeum Narodowego w Warszawie" — donosił przełożonym starszy referent Z. Dąbrowski.

W 1955 r. w Departamencie IV MBP złożono raport o zezwolenie na opracowanie kandydata na informatora do sprawy Morawskiego. Chodziło oczywiście o Annę Branicka.

"Zamierzam ją bliżej opracować do rozpracowania Morawskiego Krzysztofa b. obszarnika pracującego w Ministerstwie Państwowych Gospodarstw Rolnych. Jak wynika z posiadanych doniesień od informatora ps. »Maszyna« to Branicka Anna żyje w bardzo przyjaznych stosunkach z Morawskim" — czytamy w dokumencie, który został zatwierdzony przez przełożonych.

Z tajnych opracowań wynika, że szczegółowa inwigilacja i próby werbunku nie przyniosły rezultatu. W lipcu 1956 r. wydano postanowienie o zaniechaniu tych działań i przekazaniu do archiwum spraw ewidencji operacyjnej materiałów dotyczących Anny Branickiej.

"Stwierdziłem, że nie odpowiada ona wymogom kandydata na informatora do werbunku" — napisał funkcjonariusz U. Sprawę ostatecznie złożono w archiwum X Departamentu, jednak w kartotece ogólnej pozostawiono materiały dotyczące Anny Branickiej jako córki byłego hrabiego i dokumenty na temat rodziny Branickich

Rozkradziony majątek

Według zgromadzonych w IPN dokumentów, informatorami bezpieki na temat rodziny Branickich byli pracownicy Muzeum Narodowego i Ministerstwa Kultury i Sztuki. Jest to o tyle istotne, że działania bezpieki wobec arystokracji doprowadziły do tego, że większość rodów zrezygnowała z odzyskania znajdujących się w rodzinnych majątkach dzieł sztuki.

Cenne zbiory, których nie zdążyli w czasie wojny wywieźć Niemcy, a później Rosjanie, pod pozorem legalnych działań były rozkradane przez pracowników Ministerstwa Kultury.

Z dokumentów IPN wynika, że UB prowadził śledztwo dotyczące nielegalnego przejmowania zbiorów z arystokratycznych majątków, m.in. właśnie z Wilanowa. W trakcie śledztwa w niewyjaśnionych okolicznościach został zamordowany jeden z kustoszy Wilanowa — zakładano np. że mogło to być związane z rabunkiem dzieł sztuki. Według zeznań jednego z podejrzanych, przejmowanie cennych zbiorów odbywało się pod pozorem legalnej działalności. W proceder ten miał być zamieszany dyrektor Muzeum Narodowego Stanisław Lorenz. Postępowanie wobec niego zakończyło się niczym, po tym jak w jednym z raportów bezpieka odnotowała, że jest on protegowanym ministra kultury i sztuki Włodzimierza Sokorskiego.


Tekst ukazał się w nr 51 (804) "Gazety Polskiej" z dnia 17 grudnia 2008 r. na stronie 11.

Zamieszczono za zgodą autorki.